Jest czwartek. Czas ruszać w drogę. O 14:00 mam pierwszy samolot do Sao Paulo a potem przesiadka na drugi do
Rio de Janeiro. Znowu linie GOL. Oczywiście mógłbym lecieć bezpośrednio, ale taki lot jest zdecydowanie droższy, bo szybszy, a co za tym idzie - bardziej komfortowy. Ja mogę z przesiadką, skoro za te dwa loty zapłaciłem tyle co za jeden najtańszy bilet w Wizzair. Myślę, że opłaty lotniskowe za mnie kosztowały ich więcej. Loty są o czasie. O 18:30 ląduje w Rio. Na najbliższe dni mam zarezerwowany przez portal airbnb pokój w mieszkaniu prywatnym u Marii de Jesus.
Na szczęście spod lotniska do dzielnicy Gamboa kursuje nowoczesny tramwaj (jedna z dwóch linii w Rio). W każdym wagonie dwóch uzbrojonych policjantów. Welcome to Rio. Z przystanku mam 10 min. piechotą. Jest już ciemno. Okoliczni mieszkańcy obserwują mnie bacznie. Mijam jakieś rudery, podrzędne knajpy z dziwnymi typami.
Cóż, dzielnica willowa to to nie jest.
O 20:00 z "duszą na ramieniu" docieram na miejsce. Maria, jej córka i ich kotka Margerida mówią tylko po portugalsku. Ręce idą w ruch.
Całe mieszkanie i mój pokój na wielki +.
Jestem zmęczony, biorę prysznic i wygrzebuje z plecaka taszczone z Węgier piwo. Choć za węgierskim nie przepadam to smakuje mi jak nigdy. Idę spać.
Mam własne klucze, więc wychodzę i wracam kiedy chcę. Ostatnie dni wg schematu: wstaje o 09:00, kawa, śniadanie, wyjście do miasta, obiad, powrót pod wieczór. Jak na razie główne atrakcje czyli statuę Chrystusa i Głowę Cukru zostawiam na później. No i oczywiście plaże: Ipanema i Copacabana.
Rio de Janeiro. Znowu linie GOL. Oczywiście mógłbym lecieć bezpośrednio, ale taki lot jest zdecydowanie droższy, bo szybszy, a co za tym idzie - bardziej komfortowy. Ja mogę z przesiadką, skoro za te dwa loty zapłaciłem tyle co za jeden najtańszy bilet w Wizzair. Myślę, że opłaty lotniskowe za mnie kosztowały ich więcej. Loty są o czasie. O 18:30 ląduje w Rio. Na najbliższe dni mam zarezerwowany przez portal airbnb pokój w mieszkaniu prywatnym u Marii de Jesus.
Na szczęście spod lotniska do dzielnicy Gamboa kursuje nowoczesny tramwaj (jedna z dwóch linii w Rio). W każdym wagonie dwóch uzbrojonych policjantów. Welcome to Rio. Z przystanku mam 10 min. piechotą. Jest już ciemno. Okoliczni mieszkańcy obserwują mnie bacznie. Mijam jakieś rudery, podrzędne knajpy z dziwnymi typami.
Cóż, dzielnica willowa to to nie jest.
O 20:00 z "duszą na ramieniu" docieram na miejsce. Maria, jej córka i ich kotka Margerida mówią tylko po portugalsku. Ręce idą w ruch.
Całe mieszkanie i mój pokój na wielki +.
Jestem zmęczony, biorę prysznic i wygrzebuje z plecaka taszczone z Węgier piwo. Choć za węgierskim nie przepadam to smakuje mi jak nigdy. Idę spać.
Mam własne klucze, więc wychodzę i wracam kiedy chcę. Ostatnie dni wg schematu: wstaje o 09:00, kawa, śniadanie, wyjście do miasta, obiad, powrót pod wieczór. Jak na razie główne atrakcje czyli statuę Chrystusa i Głowę Cukru zostawiam na później. No i oczywiście plaże: Ipanema i Copacabana.
| Mój samolot na trasie Sao Paulo - Rio de Janeiro |
| Na tej ulicy mieszkam |
| Okolice |
| Widok z tarasu |
| Mój pokój |
| Salon |
| Kuchnia |
| Taras z grillem |
| Jest niedziela - jest kurczak |
| Margerida wpada czasem w odwiedziny |
| Zakupy hurtowe |
| Tramwaj do centrum Rio |
| Temperatura na niedzielę |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz