Czwartek, piątek, sobota wyglądają bardzo podobnie. Wypad w miasto, plaża, powrót do domu, obiad, książka, wieczorne wyjście... Mojej gospodyni i jej córki nie widuję prawie wcale.
Mam cały dom do dyspozycji. Jedynym domownikiem jest Margarida, ale ona mi nie przeszkadza.
Robię śniadania, obiady, pranie (oczywiście tylko dla siebie) - czuje się jak w domu.
Choć mieszkam w nieciekawej dzielnicy nie czuję tu jakiegokolwiek zagrożenia, a zdarza mi się wychodzić wieczorami, choćby po to, aby posłuchać muzyki na żywo. Niedaleko ulicy, gdzie mieszkam jest mały plac, na którym co jakiś czas amatorski zespół gra brazylijskie kawałki.
Ogólnie porozumieć się po angielsku nie jest łatwo. Np. w sklepie o coś mnie pytają to mówię po portugalsku, że... nie mówię po portugalsku, a panie kasjerki mi odpowiadają po portugalsku - przecież mówisz po portugalsku:-) Ogólnie Brazylijczycy są bardzo mili.
Dorzucam mix zdjęć
 |
Muzeum Jutra
|
 |
| Brazylijskie owoce są dobre, ale ... |
 |
| polskie lepsze |
 |
| Obiad po swojsku |
 |
| Polskie ślady przy Ipanemie - Józef Piłsudski |
 |
| ...ale są i takie. W Brazylii też już o nas wiedzą |
 |
| Corcovado widziane z miasta |
 |
| Ipanema - sobotni plażing |
 |
| Ipanema po raz ostatni |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz