Niedziela to mój ostatni dzień w Brazylii. Jako, że lot mam dopiero o 20:15 na przedpołudnie zaplanowałem Głowę Cukru. Wzgórze mierzy 395 mnpm. Wyjazd kolejką odbywa się dwuetapowo z przesiadką na Morro da Urca.
Pobudkę zaplanowałem na 09:00. Piję, kawę, jem śniadanie i ... spoglądam na zegar w TV - jest 10:20. O co kaman??? Okazało się, że Brazylijczycy przestawili sobie czas o północy w niedzielę.
No to godzinę mam w plecy. Z mojej dzielnicy jest tam kawałek. Śpieszę się. O 11:20 jestem na miejscu.
Bilet - 76 BRL czyli ponad 90 PLN. No, ale te widoki...
Tłumy, ale jakoś luźniej niż na Corcavado. Szkoda, że czas mnie goni, bo posiedziałbym tam dłużej.
Dla mnie bitwę na widoki wygrywa dzisiejsza atrakcja.
Wracam do mieszkania, oczywiście pusto. Pakuje się, zostawiam w pokoju kartkę z podziękowaniami dla Marii
i wychodzę. Na lotnisku jestem po 17:00.
Żegnam Brazylię, ale to jeszcze nie koniec
Pobudkę zaplanowałem na 09:00. Piję, kawę, jem śniadanie i ... spoglądam na zegar w TV - jest 10:20. O co kaman??? Okazało się, że Brazylijczycy przestawili sobie czas o północy w niedzielę.
No to godzinę mam w plecy. Z mojej dzielnicy jest tam kawałek. Śpieszę się. O 11:20 jestem na miejscu.
Bilet - 76 BRL czyli ponad 90 PLN. No, ale te widoki...
Tłumy, ale jakoś luźniej niż na Corcavado. Szkoda, że czas mnie goni, bo posiedziałbym tam dłużej.
Dla mnie bitwę na widoki wygrywa dzisiejsza atrakcja.
Wracam do mieszkania, oczywiście pusto. Pakuje się, zostawiam w pokoju kartkę z podziękowaniami dla Marii
i wychodzę. Na lotnisku jestem po 17:00.
Żegnam Brazylię, ale to jeszcze nie koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz